Jesień na półmetku, zielone rynki i stragany kuszą nas przebogatą ofertą owoców i warzyw, zarówno tych leśnych jak i z przydomowych ogródków i sadów. Gospodynie domowe szaleją przygotowując na zimę wspomnienie lata w postaci dżemów, kompotów i wszelakich innych przetworów, które będą urozmaicać domownikom ubogi, zimowy jadłospis.
Zwabiony zapachem alkoholu dobiegającym z kuchni, wsadza łleb między framugę a kuchenne drzwi zaintrygowany pan domu i tylko cudem unika dekapitacji, jaką chciała mu zafundować połowica, z furią zatrzaskująca drzwi w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą była szyja ukochanego, ale w tej chwili wroga publicznego numer jeden rodziny. Tak się jakoś składa, że najukochańsza w tym momencie Połowica zaczyna łączyć składniki, które za kilka miesięcy przemienią się w przepyszną nalewkę z jeżyn. Ta zacna Matrona zrezygnowała z "Mody na sukces" by jej pan i władca mógł spokojnie obejrzeć jak jego faworyci dostają baty w LM*, a ona sama mogła zająć się produkcją tego, co ma umilić świąteczny stół i inne rodzinne spotkania, zwłaszcza z teściową. Niestety, nasza miła dama nie doceniła swgo wybranka, który nawet jest gotów perfidnie porzucić zmagania Roberta Kubicy, gdy jego nos, niczym niezawodny detektor chemiczny zlokalizuje magicznego wirusa C2H5OH.
Przechodzę do zaanonsowanego w tytule przepisu. Potrzebujemy do jej zrobienia:
- 1 kg jeżyn
-30 - 35 dag cukru
-30 - 35 dag miodu (njalepszy z owoców leśnych)
-1 l białego rumu
-2 - 2,5 l wódki.
5-cio litrowe, szklame lub kamionkowe naczynie.
(Z podanych przeze mnie składników powinno wyść około 4 l. nalewki).
Wykonanie jest proste, choć rozłożone w czasie. Umyte owoce zasypać cukrem, dodać miód i odstawić w niezbyt nagrzanym miejscu minimum na tydzień, ale nie dłużej niż dwa (do czasu, aż owoce zaczną umiarkowanie fermentować). Teraz zalewamy zawartość naczynia rumem i wódką i spokojnie odstawiamy na trzy miesiące. W tym czasie w nalewce zachodzi samoistna fermentacja, w czasie której mocne alkohole "przegryzają" się z alkoholem winnym powstałym na bazie cukru i owoców. Po 3 miesiącach trunek jest sklarowany, choć nadal pracuje, a smak zakłóca goryczka. Należy zatem oddzielić płyn od owoców, najlepiej odcedzając przez płótno. (Jeśli dla kogoś nalewka jest za mało słodka, można na tym etapie dodać jeszcze cukru lub midu, które zostaną przerobione w dalszym procesie fermentacji). Zużyte owoce nie nadają się już do niczego, natomiast nalewkę zlewamy z powrotem do naczynia i odstawiamy na kolejne 3 miesiące, kiedy to procesy fermentacyjne zostają praktycznie zakończone, a trunek jest pięknie sklarowany i ma intensywny, ciemnoczerwony kolor. W finale ściągamy nalewkę uważając, by nie zacinąć osadu z dna naczynia i rozlewamy do butelek. Przechowujemy w chłodnym miejscu w pozycji leżącej lub półleżącej Już teraz ma wspaniały smak i zapach, ale należy pamiętać, że im dłużej dojrzewa, tym lepszy jest efekt dla podniebienia.
Na koniec kilka słów wyjaśnienia. Jak wiadomo, wszystkie owoce zawierają w sobie swoje własne, indywidualne drożże i żywe kultury bakteryjne odpowiedzialne za procesy fermentacyjne. Spotkałem się z różnymi szkołami produkcji nalewek. Jedni do zalania owoców używają czystego spirytusu, inni, po puszczeniu soku przez owoce, pasteryzują je, lub używają tych technik razem. Według mnie to czyste "barbarzyństwo". Ja osobiście przy produkcji nalewek nigdy nie używam spirytusu. Spirytus, jak i pasteryzacja mają włściwości bakterio- jak i grzybobójcze (a drożdże są grzybami), przez co już na wstępie zostaje przerwana istota produkcji prawdziwej nalewki. Ponadto spirytus ma właściwości konserwacyjne, przez co "zamyka" niejako w owocu to wszystko, co chciałbym z niego wydobyć do przygotowywanego trunku. Równie dobrze mógłbym pójść do sklepu i kupić sok z dowolnych owoców i zalać go alkoholem, a po kilku miesiącach powiedzieć że mam "pyszną nalewkę". Efekt podobny. Natomiast nalewka robiona według proponowanego przeze mnie przepisu to owoc "rozpuszczony" w alkoholu, a to co zoatało wcześniej wyrzucone i tak nie zostałoby strawione przeż organizm, gdybyśmy zjwdli sae owoce.
Brak komentarzy.
niedziela, 21 marca 2010
Licznik odwiedzin: 66474
| « marzec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 |
| 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| 29 | 30 | 31 | ||||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
To, co tu piszę, to wyłącznie moje subiektywne myśli. W Puzzlach będę czsami zamieszczał lużne wspomnienia i tylko ja będę znał ich kolejność, stąd nazwa kategorii. Jako pierwszy temat na "na tape...
więcej...To, co tu piszę, to wyłącznie moje subiektywne myśli. W Puzzlach będę czsami zamieszczał lużne wspomnienia i tylko ja będę znał ich kolejność, stąd nazwa kategorii. Jako pierwszy temat na "na tapetę" wziąłem "Wielką włóczęgę", czyli początek największej przygody mego życia, która trwa do dziś. Przypadek(?) sprawił, że nawet tu kolejność poszczególnych wpisów nie pokrywa się z chronologią zdarzeń, co dodatkowo uzasadnia nazwę kategorii.
schowaj...
To ja.